Ostatni kryzys starego cesarza
Franciszek Józef siedzi przy biurku, jak robił to niemal każdego dnia od kilkudziesięciu lat. Na zewnątrz letnie słońce oświetla pałacowe ogrody, ale w gabinecie panuje atmosfera daleka od wakacyjnego spokoju. Na biurku piętrzą się raporty, depesze i analizy dotyczące wydarzeń, które wstrząsnęły Europą zaledwie kilka dni wcześniej.
Następca tronu, arcyksiążę Franciszek Ferdynand, nie żyje. Został zamordowany w Sarajewie razem z żoną. Dla wielu monarchów byłby to przede wszystkim osobisty dramat. Dla cesarza Austro-Węgier oznaczał jednak coś znacznie większego – cios wymierzony w prestiż monarchii i wyzwanie, którego nie można było zignorować.
Mężczyzna pochylający się nad dokumentami ma już osiemdziesiąt cztery lata. Przeżył rewolucje, wojny i zamachy. Widział śmierć brata, syna, żony i wielu dawnych współpracowników. Od ponad sześciu dekad zasiada na tronie, stając się symbolem państwa, które dla milionów poddanych wydaje się równie trwałe, jak góry otaczające monarchię Habsburgów.
Teraz jednak nawet on musi zmierzyć się z pytaniem, na które nie ma dobrej odpowiedzi. Czy Austro-Węgry powinny odpowiedzieć siłą? A jeśli tak, jak daleko można się posunąć?
Franciszek Józef nie wie jeszcze, że decyzje podejmowane w tych lipcowych dniach uruchomią wydarzenia, które pochłoną miliony istnień i na zawsze zmienią mapę Europy. Wie jedynie, że po sześćdziesięciu ośmiu latach panowania stoi przed najtrudniejszym wyborem swojego życia.
Jak młody Habsburg został władcą imperium
Gdy w 1914 roku Franciszek Józef podejmował decyzje dotyczące losów Austro-Węgier, większość Europejczyków nie pamiętała już świata bez niego. Panował od 1848 roku, a więc od czasów, gdy na ulicach Wiednia nie było samochodów, a koleje dopiero zaczynały łączyć europejskie miasta. Kiedy obejmował tron, Europa żyła jeszcze w rytmie XIX wieku. Gdy kończył panowanie, świat znał już samoloty, telefony, samochody i karabiny maszynowe, a stary porządek, którego był symbolem, właśnie rozpadał się pod naporem I wojny światowej.
Tymczasem droga Franciszka Józefa do tronu wcale nie była oczywista.
Urodził się 18 sierpnia 1830 roku w pałacu Schönbrunn pod Wiedniem jako najstarszy syn arcyksięcia Franciszka Karola i arcyksiężnej Zofii Bawarskiej. W chwili narodzin nie był bezpośrednim następcą tronu. W kolejce do korony znajdowali się jego stryjowie, a sam chłopiec miał prowadzić życie typowe dla członka jednej z najpotężniejszych dynastii Europy.
Od najmłodszych lat wychowywano go jednak w przekonaniu, że służba państwu jest najważniejszym obowiązkiem Habsburga. Szczególny wpływ wywarła na niego matka, ambitna i energiczna Zofia, często nazywana „jedynym mężczyzną na wiedeńskim dworze”. To właśnie ona zadbała o to, by syn otrzymał staranne wykształcenie i wojskowe wychowanie. Franciszek Józef uczył się historii, języków obcych, prawa, geografii oraz zasad funkcjonowania państwa. Jeszcze jako nastolatek uczestniczył w ćwiczeniach wojskowych i poznawał mechanizmy administracji imperium.

Rewolucja, która wyniosła na tron Franciszka Józefa
Wszystko zmieniło się w 1848 roku.
Przez Europę przetoczyła się fala rewolucji znana jako Wiosna Ludów. W wielu państwach wybuchały protesty przeciwko absolutnej władzy monarchów, a narody domagały się większych swobód politycznych. Rewolucja dotarła również do Wiednia. Cesarstwo Habsburgów znalazło się w głębokim kryzysie. Węgrzy żądali autonomii, we włoskich prowincjach wybuchły powstania, a stolica monarchii stała się areną zamieszek.
Panujący wówczas cesarz Ferdynand I nie potrafił skutecznie reagować na wydarzenia. Był człowiekiem schorowanym i pozbawionym politycznej energii. W otoczeniu dworu coraz częściej pojawiało się przekonanie, że państwo potrzebuje nowego władcy.
W grudniu 1848 roku Ferdynand został zmuszony do abdykacji. Co równie istotne, ojciec Franciszka Józefa zrzekł się swoich praw do sukcesji. W efekcie osiemnastoletni arcyksiążę niespodziewanie znalazł się na szczycie jednego z największych europejskich imperiów.
2 grudnia 1848 roku objął tron jako cesarz Austrii.
Nowy monarcha odziedziczył państwo znajdujące się w kryzysie. Monarchia walczyła z ruchami narodowymi, gospodarka była osłabiona, a autorytet dynastii został podważony przez wydarzenia rewolucyjne. Franciszek Józef od początku był przekonany, że jego podstawowym zadaniem jest przywrócenie porządku. Nie zamierzał eksperymentować z nowymi ideami politycznymi. Wierzył, że tylko silna monarchia może utrzymać w jedności ogromne i zróżnicowane państwo.
Człowiek, który żył dla obowiązku
Franciszek Józef już w pierwszych latach panowania dał się poznać jako człowiek niezwykle zdyscyplinowany. Wstawał bardzo wcześnie, często jeszcze przed świtem. Dzień wypełniała mu praca nad dokumentami, spotkania z ministrami i analiza raportów napływających z różnych części monarchii. Nawet przeciwnicy polityczni przyznawali, że posiadał wyjątkowe poczucie obowiązku. Nie był błyskotliwym wizjonerem ani charyzmatycznym przywódcą. Jego siłą była konsekwencja.
Ta konsekwencja miała jednak swoją cenę. Franciszek Józef był człowiekiem przywiązanym do dawnych zasad i niechętnie akceptował zmiany. W epoce gwałtownego rozwoju nacjonalizmu, demokracji i nowoczesnej polityki coraz częściej wyglądał jak władca należący do innego świata. Podczas gdy Europa się zmieniała, on pozostawał wierny wartościom wyniesionym z młodości. Z czasem stał się symbolem całej epoki. Dla jednych był gwarantem stabilności, dla innych uosobieniem skostniałego porządku, który nie nadążał za rzeczywistością. Niezależnie od ocen jedno było pewne – żaden europejski monarcha nie był tak mocno związany ze swoim państwem jak Franciszek Józef.
Prywatne tragedie cesarza
Choć Franciszek Józef kojarzy się przede wszystkim z mundurem, etykietą dworską i wieloletnim panowaniem, jego życie prywatne naznaczone było serią dramatów. Z biegiem lat cesarz tracił kolejne bliskie osoby, a każdy z tych ciosów pozostawiał ślad na jego charakterze.
Pierwszym wielkim rozczarowaniem okazało się małżeństwo z Elżbietą Bawarską, znaną później jako Sisi. Początkowo była to historia przypominająca baśń. Młody cesarz zakochał się w pięknej szesnastoletniej księżniczce i wbrew wcześniejszym planom postanowił poślubić właśnie ją, a nie jej starszą siostrę Helenę. Szybko okazało się jednak, że Sisi źle znosi sztywne zasady wiedeńskiego dworu. Unikała oficjalnych obowiązków, coraz częściej podróżowała i przez wiele miesięcy przebywała z dala od męża. Choć ich relacja z czasem stała się bardziej partnerska, małżonkowie prowadzili w dużej mierze osobne życia.
W 1867 roku cesarza dotknęła kolejna tragedia. Jego młodszy brat Maksymilian, który przyjął koronę cesarską Meksyku, został schwytany przez republikanów i rozstrzelany. Dla Franciszka Józefa był to bolesny cios nie tylko rodzinny, ale również polityczny. Ambitny projekt stworzenia monarchii w Meksyku zakończył się całkowitą klęską, a śmierć brata długo ciążyła cesarzowi.
Jeszcze większy dramat rozegrał się w styczniu 1889 roku w pałacyku myśliwskim Mayerling. Następca tronu, arcyksiążę Rudolf, został znaleziony martwy wraz ze swoją młodą kochanką Marią Vetserą. Oficjalne komunikaty przez lata ukrywały prawdziwe okoliczności wydarzeń, jednak dziś historycy są zgodni, że był to rozszerzony akt samobójczy. Dla Franciszka Józefa oznaczało to utratę jedynego syna i następcy tronu. Według świadków cesarz nigdy w pełni nie pogodził się z tą stratą. Po śmierci Rudolfa kwestia sukcesji stała się jednym z największych problemów dynastii Habsburgów.
Kolejny cios przyszedł dziewięć lat później. W 1898 roku Elżbieta została zamordowana w Genewie przez włoskiego anarchistę Luigiego Lucheniego. Cesarz dowiedział się o śmierci żony jeszcze tego samego dnia. Choć ich małżeństwo od dawna nie przypominało romantycznej historii z młodości, wiadomość głęboko nim wstrząsnęła. Według relacji jego otocznia miał powiedzieć: „Nikt nie wie, jak bardzo ją kochałem”.

Na początku XX wieku wydawało się, że przyszłość dynastii spoczywa w rękach arcyksięcia Franciszka Ferdynanda. Relacje między nim a cesarzem były jednak skomplikowane. Następca tronu miał silny charakter, własne poglądy polityczne i często krytykował funkcjonowanie monarchii. Franciszek Józef nie ufał mu bezgranicznie, ale zdawał sobie sprawę, że to właśnie on ma kiedyś przejąć władzę.
28 czerwca 1914 roku Franciszek Ferdynand został zamordowany w Sarajewie. Choć relacje obu mężczyzn nie należały do serdecznych, cesarz doskonale rozumiał znaczenie tej tragedii. Po raz kolejny stracił członka najbliższej rodziny, a monarchia utraciła swojego następcę. Tym razem konsekwencje miały jednak wykraczać daleko poza sprawy dynastyczne.
Pod koniec życia Franciszek Józef był człowiekiem, który przeżył niemal wszystkich najbliższych. Brat, syn, żona i następca tronu zginęli przed nim. Wiele osób z jego otoczenia zauważało, że z biegiem lat stawał się coraz bardziej zamknięty w sobie. Nie pozwalał sobie jednak na publiczne okazywanie emocji. Zgodnie z zasadami, które wpajano mu od dzieciństwa, odpowiadał na kolejne tragedie w jedyny znany sobie sposób – jeszcze większym poświęceniem dla obowiązków monarchy. To właśnie dlatego dla milionów poddanych wydawał się człowiekiem niewzruszonym, choć w rzeczywistości był jednym z najbardziej doświadczonych przez los europejskich władców swojej epoki.

